Redakcja w piątek ma wypłacić pensje. W czwartek bank zamraża pieniądze na jej rachunku, bo minister wpisał wydawcę na listę sankcyjną. Wydawca może iść do sądu. Tylko z czego w piątek zapłaci ludziom? To pytanie kieruję do Marcina Kierwińskiego i do posłów, którzy chcą poprzeć druk nr 3003. Tak mogłaby wyglądać pomyłka ministra po wejściu w życie przepisów proponowanych przez rząd Donalda Tuska. Albo celowe działanie, żeby zniszczyć niewygodną redakcję. Cenę zapłaciliby dziennikarze i ich czytelnicy.
Druk 3003. Pięć zagrożeń dla wolności słowa
- Zamrożenie konta przed kontrolą sądu. O wpisie na listę i zakresie sankcji decydowałby szef MSWiA. Gdyby zdecydował o zamrożeniu pieniędzy wydawcy, bank musiałby wykonać decyzję od dnia następującego po jej udostępnieniu w Biuletynie Informacji Publicznej. Samo wniesienie skargi do sądu administracyjnego nie odblokowałoby rachunku.
- Odcięcie redakcji od pieniędzy czytelników. Oprócz zamrożenia posiadanych środków minister mógłby zakazać udostępniania wydawcy pieniędzy i innych zasobów. Dla portalu utrzymującego się z dobrowolnych wpłat oznaczałoby to utratę źródła finansowania właśnie wtedy, gdy czytelnicy chcieliby pomóc mu przetrwać.
- Trudniejsza obrona przed błędnym wpisem. Projekt pozwala ograniczyć uzasadnienie decyzji ze względu na bezpieczeństwo państwa lub porządek publiczny. Wydawca mógłby więc stracić dostęp do pieniędzy, a ze swojego egzemplarza decyzji nie dowiedzieć się, które okoliczności przesądziły o sankcji.
- Publiczny wpis może odstraszyć źródła i kontrahentów. Lista byłaby jawna. Nawet gdyby wydawca ostatecznie wygrał w sądzie, informator, który obawiał się ujawnienia nazwiska, mógłby wcześniej zerwać kontakt. Sąd może uchylić decyzję. Nie przywróci redakcji utraconego źródła.
- Ryzyko autocenzury przy karze do 20 mln zł. Projekt przewiduje taką górną granicę kary administracyjnej m.in. za naruszenie zakazu emisji treści podmiotu objętego odpowiednimi sankcjami UE lub za ułatwienie takiej emisji. W obawie przed sporem z urzędem nadawca może zrezygnować również z legalnego materiału, który zamierzał pokazać widzom.
Co dostałby do ręki Marcin Kierwiński?
Projekt ustawy o środkach ograniczających przygotowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych Radosława Sikorskiego. Za opracowanie odpowiadał wiceminister Robert Kupiecki. Do Sejmu projekt skierował Donald Tusk. Unijna dyrektywa 2024/1226 dotyczy ścigania naruszeń sankcji. To polski rząd postanowił dołożyć krajową podstawę wpisu na listę za wspieranie obcej ingerencji i manipulacji informacyjnej. Za ten wybór odpowiada przed Polakami.
Marcin Kierwiński jako szef MSWiA miałby rozstrzygać, czy istnieją podstawy do wpisania konkretnej osoby lub podmiotu na publiczną listę. Mógłby przy tym zamrozić środki wydawcy i zakazać udostępniania mu pieniędzy. Zgodnie z art. 8 ust. 7 i art. 9 ust. 2 decyzja podlega natychmiastowemu wykonaniu od dnia następującego po jej udostępnieniu w BIP. Minister podpisuje. Bank wykonuje. Sąd administracyjny może skontrolować decyzję, kiedy zainteresowany wniesie skargę. Uprzednia zgoda sędziego nie jest wymagana.
Do uciszenia portalu nie potrzeba przycisku „usuń”
W druku 3003 nie ma przepisu, który pozwalałby ministrowi jednym kliknięciem skasować każdą stronę. Jest za to mechanizm, przez który adres portalu może nadal działać, a dziennikarze przestaną mieć za co pracować. Co z tego, że czytelnik otworzy wczorajszy tekst, jeżeli wydawca nie będzie miał z czego opłacić pracy nad jutrzejszym? Właśnie w tym widzę zagrożenie dla wolności słowa.
Komisje zawęziły pierwotny projekt. W druku nr 3251 art. 4 obejmuje inicjowanie, prowadzenie, koordynowanie lub finansowanie operacji informacyjnej w interesie państwa, osoby lub podmiotu objętego sankcjami UE. Organ musi wykazać ryzyko rzeczywistego i poważnego zagrożenia. Projekt chroni pracę dziennikarską i ujawnianie informacji w interesie publicznym, chyba że stanowią świadomy i rzeczywisty udział w takiej operacji. Krytyka rządu nie jest podstawą wpisu. Ale jeśli o materiał dziennikarski powstanie spór, o zastosowaniu sankcji jako pierwszy ma rozstrzygnąć polityk. Art. 8 ust. 6 pozwala ponadto ograniczyć uzasadnienie decyzji ze względu na bezpieczeństwo państwa lub porządek publiczny. Jak wydawca ma szybko podważyć zarzut, którego podstaw nie poznał w całości?
20 milionów złotych. Kto weźmie takie ryzyko?
Osobną kwestią jest art. 55 pkt 22 w związku z art. 59. Naczelnik urzędu celno-skarbowego mógłby wymierzyć do 20 mln zł kary m.in. za naruszenie zakazu nadawania lub ułatwiania emisji treści podmiotu objętego odpowiednimi sankcjami UE, a także reklamowania w takich treściach produktów lub usług. Ta kara dotyczy złamania konkretnej restrykcji. Wyobraźmy sobie jednak wydawcę, który chce pokazać fragment zagranicznej propagandy, żeby obnażyć jej kłamstwa. Jeżeli poweźmie wątpliwość, gdzie kończy się relacja dziennikarska, a zaczyna ułatwianie emisji, może wyciąć materiał z programu. Widz nigdy się nie dowie, że miał go zobaczyć. Tak działa autocenzura.
Już 25 września przewodnicząca KRRiT Agnieszka Glapiak ostrzegała w opinii do pierwotnego projektu przed arbitralnym ograniczaniem działalności legalnych mediów. Październikowe poprawki pozwalają dokładniej określić, kogo można objąć sankcjami. Nadal jednak czytam w projekcie, że decyzję ministra wykonuje się od razu.
Domagam się odrzucenia projektu w tym kształcie
Państwo ma ścigać ludzi, którzy świadomie finansują operacje obcych służb. Ma też obowiązek chronić redakcję, która taką operację opisuje, choćby jej ustalenia były dla rządu wyjątkowo niewygodne. Dlatego chcę, by dowody uzasadniające zamrożenie pieniędzy wydawcy ocenił niezależny sąd, zanim redakcja straci do nich dostęp. Tej gwarancji w projekcie brakuje.
Na 5 listopada, na godz. 11.00, zaplanowano posiedzenie trzech sejmowych komisji w sprawie wniosku i poprawek po drugim czytaniu. Posłom większości stawiam proste pytanie. Czy oddalibyście ministrowi z przeciwnego obozu prawo do zamrożenia konta waszej redakcji przed kontrolą sądu? Ja takiej władzy nie dałbym żadnemu ministrowi. Dlatego sprzeciwiam się drukowi 3003 w obecnym brzmieniu.
Przeczytałam ten druk 3003 i faktycznie jest niepokojący.
🚨 Projekt ustawy o środkach ograniczających. Kiedy państwo będzie mogło zamrozić majątek?
‼️Minister spraw wewnętrznych mógłby zdecydować o wpisaniu osoby lub firmy na krajową listę sankcyjną.
Projekt przewiduje https://t.co/HoP6YV7hFQ. możliwość zastosowania sankcji wobec podmiotów:
• wspierających państwa lub podmioty objęte sankcjami,
• powiązanych z takimi podmiotami,
• których aktywa mogą służyć do ich wspierania,
• wspierających obcą ingerencję i manipulację informacyjną wymierzoną w bezpieczeństwo lub interesy Polski.‼️To nie tylko blokada pieniędzy na koncie. Może obejmować również nieruchomości i inne aktywa, a także zasoby, nad którymi dana osoba faktycznie sprawuje kontrolę.
‼️Według projektu wyrok sądy nie jest potrzebny. Decyzję o wpisie na listę wydawałby minister, a jej skutki mogłyby obowiązywać od razu. Samo zaskarżenie decyzji do sądu administracyjnego nie wstrzymywałoby jej wykonania.
Projekt przewiduje również możliwość przejęcia majątku na własność przez państwo w określonych sytuacjach, https://t.co/HoP6YV7hFQ. ze względu na ważny interes publiczny lub bezpieczeństwo państwa.
— Julia Borkowska (@Julia_Bork0wska) October 25, 2026
