Komisja Europejska i jej szefowa Ursula von der Leyen szykują się na ostry bój o wielki budżet unijny na kolejną siedmiolatkę, od 2028 roku. Teraz negocjacje mają nabrać tempa, bo praktycznie ostatnie pół roku przed rozstrzygnięciami ma przypominać „spokojny” etap ustaleń — choć w praktyce w tle widać narastające trudności polityczne w państwach członkowskich, w tym przed przyszłorocznymi wyborami we Francji, Hiszpanii, Polsce, Finlandii i we Włoszech.
Istotnym tłem sporu jest rosnący rozdźwięk między bogatszymi i biedniejszymi państwami UE w podejściu do części wydatków i reguł budżetowych. Jak wskazuje się w dyskusji, jednym z obszarów, co do których strony są szczególnie nastawione na utrzymanie finansowania, pozostaje Wspólna Polityka Rolna — przy jednoczesnych obawach o protesty rolników. Największy spór dotyczy jednak nie pojedynczych programów, ale samej wielkości budżetu Unii.
Niemcy nie chcą „gigantomanii” i domagają się niższych liczb
Niemcy i Holandia sprzeciwiają się pomysłowi zwiększenia puli do 2 bilionów euro wobec 1,3 biliona euro w trwającej siedmiolatce. Kanclerz Friedrich Merz wielokrotnie krytykował takie założenia i powtórzył je na niedawnym szczycie przywódców UE. Z perspektywy Berlina spór ma też konkretny wymiar: władze Niemiec oczekują, że budżet unijny będzie o 400 miliardów euro niższy niż proponuje Bruksela, a porozumienie w proponowanym kształcie — ich zdaniem — nie będzie możliwe.
Spór o składkę i „zasoby własne” oraz ryzyko mechanizmów warunkowych
W dyskusji podkreśla się, że im większy unijny budżet, tym większa składka — co wprost wiąże się z interesami największych płatników. Poseł PiS dr Zbigniew Kuźmiuk ocenia, że to nie jest przypadek: jego zdaniem Niemcy, biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą, nie chcą przekazywać do Brukseli więcej pieniędzy. Jednocześnie ostrzega, że większe środki w budżecie oraz nowe rozwiązania finansowania mogą oznaczać próbę wzmocnienia wpływu instytucji unijnych, w tym przez szersze stosowanie mechanizmu warunkowości.
Kuźmiuk wskazuje też na konsekwencje uzależniania wypłat od decyzji urzędników i ich ocen — zwłaszcza w obszarze praworządności — jako potencjalnie niekorzystne dla państw, które będą wypłaty otrzymywać. Wskazuje przy tym, że w jego ocenie mechanizmy tego typu mogłyby objąć także obszary dotychczas mniej dotknięte takimi warunkami, w tym środki dla rolników w ramach Wspólnej Polityki Rolnej.
Więcej podatków do Brukseli może uderzyć w słabsze gospodarki
Poseł zwraca również uwagę na krytykowany przez niego pomysł zwiększania zasobów własnych UE, czyli — w uproszczeniu — przenoszenia części ciężaru finansowania poza krajowe budżety. Argumentuje, że o ile składki są zależne od PKB, o tyle wpływy podatkowe trafiałyby bezpośrednio do kasy Brukseli, co miałoby bardziej dotykać mniej zamożnych i słabiej rozwiniętych państw. Przywołuje przy tym przykład opłaty od nieprzetworzonego plastiku, wprowadzonej po tym, jak — jak podkreśla — Komisja nazwała ją „opłatą”, a nie podatkiem, co według jego narracji miało skrócić drogę legislacyjną wymagającą jednomyślności.
Obecnie prezydencję w UE sprawuje Irlandia, a rząd tego kraju liczy, że w tym półroczu uda się doprowadzić do kompromisu nie tylko w sprawie budżetu na lata 2028–34, ale również w innych spornych elementach rozmów.
Materiał został przygotowany na podstawie źródła: Wielka kłótnia o unijny budżet.
Zachęcamy również do odwiedzenia strony głównej źródła: wPolityce.pl.

