Serwis Niezależna.pl informuje, że we wtorek 7 lipca zapadnie wyrok w sprawie Marine Le Pen. Decyzja sądu może realnie wpłynąć na jej kandydowanie w wyborach prezydenckich, a działacze Zjednoczenia Narodowego przygotowują plan alternatywny na wypadek, gdyby liderka nie mogła ubiegać się o urząd.
Sprawa dotyczy odwołania od wyroku niższej instancji z marca 2025 roku. Wtedy sąd uznał, że działacze partii Front Narodowy (obecnie Zjednoczenie Narodowe) w przeszłości zatrudniali w Parlamencie Europejskim asystentów, którzy zamiast wspierać pracę w europarlamencie wykonywali zadania na rzecz partii — czyn, który w PE jest zakazany. Le Pen została również uznana winną w tej sprawie.
Zakaz ubiegania się o funkcje publiczne i spór o natychmiastowe egzekwowanie
Do wyroku dołączono pięcioletni zakaz ubiegania się o funkcje publiczne. Tego typu sankcje, jak opisano w materiale, pojawiają się w sprawach związanych m.in. ze sprzeniewierzeniem funduszy publicznych czy korupcją, a podstawą jest ustawa przyjęta w 2016 r. Gdy do prezydenckiej kampanii miał pozostać stosunkowo krótki czas, większym zaskoczeniem był jednak fakt, że sąd pierwszej instancji nakazał natychmiastowe egzekwowanie zakazu.
Marine Le Pen od początku odrzucała stawiane jej zarzuty. W trakcie sprawy podkreślano też, że kwestia ma charakter wykraczający poza sam wymiar sprawiedliwości, bo od rozstrzygnięcia zależy, czy możliwe będzie dopuszczenie jej do rywalizacji wyborczej. Autor wskazywał ponadto, że jeśli w kolejnym rozpatrzeniu utrzymano by zakaz w takim wymiarze, to mógłby on skomplikować prowadzenie kampanii.
Scenariusz z Jordanenem Bardellą i sondaże na korzyść prawicy
Partia zachowuje spokój i — jak podaje materiał — liczy na to, że zarówno Le Pen, jak i Jordan Bardella pozostają na pozycji korzystnej w sondażach. W zapowiadanym planie na dzień wyroku zaznaczono, że Le Pen nie będzie obecna w sądzie, a komentarz ma pojawić się dopiero wieczorem w przekazach telewizyjnych.
Jeśli okaże się, że to Bardella przejmie rolę kandydata, ma on kilka dni później ogłosić, że zamierza ubiegać się o urząd prezydencki. Na razie współpracownik Le Pen deklaruje przygotowania do funkcji premiera.
Sondaże przywoływane w materiale są dla Zjednoczenia Narodowego korzystne: w pierwszej turze Le Pen miała według danych z końca czerwca uzyskiwać ok. 32 proc. głosów, a Bardella nawet do 37 proc. Dla porównania wskazano też, że w wyborach prezydenckich w 2022 r. Le Pen uzyskała około 23 proc. głosów w pierwszej turze. Podkreślono przy tym, że na około 10 miesięcy przed wyborami wiosną 2027 r. sytuacja partii oceniana jest jako sprzyjająca, niezależnie od tego, kto ostatecznie będzie reprezentował ten obóz w drugiej turze.
Materiał został przygotowany na podstawie źródła: Ten wyrok może zmienić bieg wyborów prezydenckich. Sprawa Marine Le Pen znów na wokandzie.
Zachęcamy również do odwiedzenia strony głównej źródła: Niezależna.pl.

