Dziennikarz Grzegorz Jankowski bardzo emocjonalnie odniósł się do sprawy dotyczącej 25-letniej tradycji rozdawania w Pszczynie darmowych lodów uczniom z czerwonym paskiem na świadectwie. Podkreślał, że chodzi o zachowanie charakteru zwyczaju, a jego zdaniem interwencja Rzecznika Praw Dziecka idzie za daleko.
Temat wybuchł po tym, jak do lodziarni „Pod Dębem” miał trafić list RPD, w którym uznano, że tradycja może naruszać prawa dziecka. W piśmie wskazywano też, że może wywoływać presję, wzmacniać niezdrową rywalizację i sprzyjać wykluczaniu uczniów, którzy z różnych powodów nie osiągają najwyższych wyników.
Ostre słowa na antenie Polsat News
W swoim programie Jankowski przywołał sformułowanie pojawiające się w korespondencji do lodziarni i od razu połączył je z kontekstem uczniowskim. Zwrócił się bezpośrednio do Moniki Horny-Cieślak, łącząc krytykę samego zapisu z tym, jak jego zdaniem „rzecznik” odnosi się do dzieci.
Dziennikarz pytał, czy w korespondencji chodziło o jego córkę, która ma niecałe 16 lat i jest uczennicą. Wskazywał także, że według niego nie powinno się przypisywać dzieciom określeń, które — w jego ocenie — brzmią jak odebranie im tożsamości i „płci” oraz ingerencja w sprawy prywatne i społeczne.
„Niech pani się odczepi od mojej córki i od dzieci”
Jankowski mówił, że po jego wystąpieniu w sprawie „pojechano” do Pszczyny, aby — jak stwierdził — „ratować własny PR”. W tym kontekście skrytykował list RPD, uznając, że jego treść jest „bzdurna” i że stanowi marnowanie pieniędzy podatników na pismo urzędowe.
Sprawa trafiła szeroko do dyskusji w sieci po fragmencie z wypowiedzią dziennikarza, w którym odniósł się do użytego w liście RPD określenia oraz do emocjonalnego przekazu skierowanego do rzeczniczki.
Materiał został przygotowany na podstawie źródła: Dziennikarz grzmi! "Nazwała pani moją córkę osobą uczniowską?!".
Zachęcamy również do odwiedzenia strony głównej źródła: wPolityce.pl.

