Serwis Niezależna.pl opisuje przebieg wydarzeń przed pomnikiem Lecha Kaczyńskiego w Warszawie, gdzie – jak podkreśla prezes PiS Jarosław Kaczyński – doszło do zakłóceń uniemożliwiających politykom partii złożenie kwiatów.
Kaczyński mówił, że „miesiąc w miesiąc” osoby atakujące jego środowisko są – jego zdaniem – regularnie „obrażające” i „zaczepne”, a w skrajnych przypadkach dochodzić ma nawet do pogróżek. W jego ocenie obowiązkiem policji jest reagowanie na takie sytuacje, jednak służby miały nie podjąć interwencji.
Nie dopuszczono do pomnika
W relacji pojawia się informacja, że grupa tzw. zadymiarzy miała uniemożliwić politykom PiS wejście na teren przy pomniku. Mimo apeli policja nie dopuściła grupy bezpośrednio do pomnika, a – jak podano w wypowiedzi prezesa PiS – służby argumentowały, że ta grupa ma „zapowiedziane wydarzenie” w tym miejscu.
Jarosław Kaczyński ocenił, że „bardzo źli ludzie” wykorzystują wówczas przysługujące im uprawnienia. Podkreślił też, że – jeśli działania będą miały charakter zorganizowany na zlecenie – sprawa mogłaby wymagać szczegółowego wyjaśnienia. Zapowiedział jednocześnie zaostrzenie przepisów i mówił o „dożywociu” w sytuacji, gdyby potwierdzono cięższe przestępstwa.
„Normalność” po powrocie do władzy
Prezes PiS zaznaczył, że zamieszanie zakończy się „jak powrócimy do władzy”. W tym kontekście mówił, że wówczas „będą mogły być składane wieńce”.
W tym samym dniu parlamentarzyści PiS mieli pojawić się na Placu Piłsudskiego w Warszawie, aby oddać cześć ofiarom katastrofy rządowego samolotu, w której zginął m.in. Lech Kaczyński oraz 95 innych osób.
Materiał został przygotowany na podstawie źródła: Prowokacje przed pomnikiem Lecha Kaczyńskiego. "Bojówki rządzącej partii".
Zachęcamy również do odwiedzenia strony głównej źródła: Niezależna.pl.
