Serwis Niezależna.pl opisuje przebieg wtorkowej sesji Rady Miasta Rzeszowa, podczas której radni głosowali nad propozycją wprowadzenia ograniczeń dotyczących sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych. Projekt – przygotowany przez wiceprzewodniczącego rady Andrzeja Deca – nie zdobył jednak większości, a to oznacza, że nocna „prohibicja” w mieście nie zostanie wprowadzona.
Założenia uchwały dotyczyły sprzedaży alkoholu od godz. 22 do 6. Zakładała ona, że w tym czasie sklepy sprzedające alkohol (w tym stacje paliw) mogłyby oferować wyłącznie napoje do 4,5 proc. alkoholu oraz piwo. W projekcie przewidziano też docelowe wyeliminowanie sprzedaży alkoholu na stacjach paliw wraz z wygasaniem obowiązujących zezwoleń.
Argumenty za i odwołanie do obowiązków samorządu
Andrzej Dec wskazywał, że ustawa o wychowaniu w trzeźwości nakłada na samorządy obowiązek ograniczania dostępności alkoholu. W uzasadnieniu projektu powoływano się m.in. na opracowanie Biura Analiz Sejmowych oraz raport Najwyższej Izby Kontroli, a także dane pokazujące wzrost liczby punktów sprzedaży detalicznej alkoholu w Rzeszowie w latach 2020–2025 – o ponad 13 proc.
Poparła projekt Barbara Łukasik, wieloletnia dyrektor Centrum Leczenia Uzależnień w Rzeszowie, psycholożka kliniczna i specjalistka psychoterapii uzależnień. Jej zdaniem współczesne podejście medyczne kładzie nacisk nie tylko na leczenie uzależnienia, ale też na ograniczanie szkód poprzez zmniejszanie dostępności alkoholu. Wskazywała, że przerwa w sprzedaży może wpływać na impulsywne kupowanie i ograniczać ryzyko negatywnych zdarzeń w przestrzeni publicznej.
Kontrowersje w debacie: spójność, diagnoza i ryzyko „przeniesienia” sprzedaży
W trakcie dyskusji radni zgłaszali zastrzeżenia. Michał Wróbel pytał, dlaczego projekt nie obejmuje piwa i lokali gastronomicznych. Marta Niewczas oceniła, że uchwała jest niespójna i powinna trafić z powrotem do komisji, a Mateusz Maciejczyk podnosił, że brakuje – jego zdaniem – spójności i proporcjonalności oraz analizy nocnych interwencji policji, a także diagnozy obszarów problemowych. Zwracał też uwagę na możliwość przeniesienia sprzedaży do gmin ościennych.
Od czynienia takiej korekty nie odchodził Robert Kultys, który poparł propozycję, argumentując, że „każda butelka wypita mniej” przekłada się na mniejsze szkody. Witold Walawender wskazywał natomiast, że projekt nie ograniczy spożycia, a może jedynie zmienić sposób zakupu – np. poprzez robienie zapasów przed godziną 22 lub przeniesienie konsumpcji do lokali gastronomicznych.
Negatywnie odniósł się do projektu również przedsiębiorca Marcin Koza, prowadzący sklep monopolowy od ponad 20 lat. Kwestionował skuteczność rozwiązań wprowadzanych w innych miastach i przywoływał dane z Krakowa i Szczecina oraz stanowisko Najwyższej Izby Kontroli i Światowej Organizacji Zdrowia. Z jego perspektywy w miejscach, które zdecydowały się na nocne ograniczenia, nie odnotowano spadku liczby interwencji czy hospitalizacji związanych z alkoholem, a wzrosła sprzedaż w lokalach gastronomicznych. Jego zdaniem skuteczniejsze byłoby stopniowe ograniczanie liczby zezwoleń niż zakaz sprzedaży w określonych godzinach.
Ostatecznie w głosowaniu za przyjęciem uchwały opowiedziało się 8 radnych. Przeciw było 12, a 3 osoby wstrzymały się od głosu.
Materiał został przygotowany na podstawie źródła: Rzeszowscy radni przeciwko nocnej prohibicji.
Zachęcamy również do odwiedzenia strony głównej źródła: Niezależna.pl.

