Serwis Niezależna.pl publikuje tekst Michała Kuź o tym, że same sojusze nie są wystarczającą gwarancją bezpieczeństwa. Autor zwraca uwagę na rosnącą niepewność w relacjach międzynarodowych i podkreśla, że traktaty – choćby podpisywane z dużą polityczną symboliką – nie zastąpią realnej zdolności obronnej państwa.
Kuź zauważa, że Donald Tusk przekonuje o bezpieczeństwie wynikającym z umów z Francją i Wielką Brytanią oraz z planowanego porozumienia z Niemcami. Jednocześnie autor ostrzega, że historia uczy ostrożności w poleganiu na zewnętrznych partnerach, zwłaszcza gdy zmienia się otoczenie gospodarcze i strategiczne.
Partnerzy nie zwalniają z czujności
W tekście przywołano wypowiedź sekretarza wojny Pete Hegsetha z Shangri-La Dialogue 2026 w Singapurze. Hegseth mówił, że kończy się era subsydiowania obrony zamożnych krajów przez USA i potrzebni są partnerzy, a nie protektoraty. Według autora Europę krytykowano za zaniedbanie własnych armii i zbyt „wygodne granice”, a podnoszenie wydatków obronnych powyżej 2 proc. PKB zostało określone jako konieczność, nie jako ozdoba polityczna.
Autor zestawia tę logikę z polską sytuacją, wskazując, że Polska wydaje ponad 4 proc. PKB na obronność. To – jak ocenia – jeden z nielicznych powodów do ostrożnego optymizmu w całej dyskusji o architekturze bezpieczeństwa.
Nie tylko zewnętrzni partnerzy. Również wewnętrzne trendy w Europie
Michał Kuź podkreśla, że w Europie rośnie presja polityczna związana z odchodzeniem od „liberalnego globalizmu” i że niektóre państwa mogą okazać się mniej przewidywalne. Wymienia m.in. Niemcy, gdzie w sondażach dominować ma AfD, oraz Francję, gdzie prezydentem najpewniej ma zostać Jordan Bardella, a w Wielkiej Brytanii wskazuje na rosnącą rolę Nigela Farage’a i Reform UK. Autor zaznacza, że nawet jeśli nie wszędzie i nie od razu te ugrupowania dojdą do władzy, centryści będą musieli przejmować część ich programu.
W tym kontekście Kuź zwraca uwagę na ryzyko ograniczonej solidarności sojuszniczej i możliwość szukania porozumień z Rosją przez część środowisk politycznych na Zachodzie. Jego zdaniem nawet najbardziej liberalny profil polityczny Polski nie zmienia faktu, kto i jak w Europie kształtuje dominujący kurs.
Co ma być podstawą siły Polski
Autor argumentuje, że w realiach rywalizacji o geopolityczne i geoekonomiczne wpływy Polska nie powinna opierać bezpieczeństwa wyłącznie na międzynarodowych deklaracjach. Jako drogę wskazuje przede wszystkim budowanie własnego potencjału – m.in. poprzez model obrony totalnej na wzór fiński, gdzie obrona kraju jest obowiązkiem całego społeczeństwa. Kuź podaje, że w fińskim systemie pobór jest powszechny dla mężczyzn, a rezerwa obejmuje setki tysięcy przeszkolonych żołnierzy, przy czym „comprehensive security” ma opierać się na współpracy sił zbrojnych, rządu, samorządów, przemysłu i obywateli.
W tekście pojawia się też przykład Szwecji, która reaktywowała pobór, oraz Izraela, gdzie – jak zaznacza autor – od dekad działa środowisko nieustannego zagrożenia egzystencjalnego, a rozwinięto zdolności obronne i przemysł zbrojeniowy zdolny do innowacji. Michał Kuź wiąże tę ścieżkę z przywracaniem poboru i rozwojem przemysłu wojskowego, a jako element współpracy z USA przywołuje model „nagradzania” „wzorcowych sojuszników”.
Na koniec autor ocenia, że czasy polityki opartej na spokojnych, „cukierkowych” założeniach się skończyły. W jego ujęciu to właśnie własna gotowość i zdolność do obrony mają przesądzać o bezpieczeństwie w sytuacji, gdy sojusze mogą nie wystarczyć.
Materiał został przygotowany na podstawie źródła: Sojusze to za mało. Gra o przyszłość Polski.
Zachęcamy również do odwiedzenia strony głównej źródła: Niezależna.pl.

