Serwis wPolityce.pl przypomina doniesienia cytowane w publicznej analizie „Washington Post” Davida Ignatiusa: urzędnicy mają dostrzegać oznaki, że Rosja aktywnie rozważa ataki na cele w NATO. W tle pojawia się także wątek ostrzeżeń ze strony USA, a były dyrektor CIA Bill Burns wskazuje, że ryzyko eskalacji jest realne i rośnie.
Ignatius opisuje serię ostatnich informacji o możliwych prowokacjach Rosji wobec państw bałtyckich lub Polski. Zwraca uwagę, że wojna w Ukrainie może – jego zdaniem – wejść w nową, bardziej niebezpieczną fazę: eskalację w postaci ograniczonych uderzeń przeciwko NATO, z założeniem, że Stany Zjednoczone nie zareagują. Równocześnie powołuje się na przekazy od anonimowych urzędników, według których USA od miesiąca ostrzegają europejskich sojuszników przed rosnącym zagrożeniem.
Ryzyko eskalacji rośnie, bo Putin ma presję
Bill Burns zgadza się z oceną Ignatiusa. Wprost ocenia, że ryzyko eskalacji jest realne i rośnie, m.in. dlatego, że Putin znajduje się pod coraz większą presją w kraju i przegrywa na polu bitwy. W takim układzie – jak sugeruje ta argumentacja – Rosja może szukać sposobu na zmianę dynamiki konfliktu poprzez działania wymierzone w otoczenie NATO.
Ignatius podkreśla też, że część analityków traktuje doniesienia o możliwych prowokacjach jako „potrząsanie szabelką”, a przedstawiciele służb wywiadowczych nie widzą jeszcze wyraźnych przesunięć wojsk ani innych przygotowań do operacji. Jednocześnie urzędnicy mają wskazywać, iż Rosja „odkurza” plany ataków na cele NATO i aktywnie je analizuje.
Bałtyk, Królewiec i Białoruś jako potencjalne punkty zapalne
W rozważaniach przed szczytem NATO pojawia się temat tego, jak państwa Sojuszu mogłyby odpowiedzieć na rosyjski atak. Ignatius opisuje, że państwa bałtyckie rozważają scenariusze reakcji, a europejski oficjel wskazał przykład odpowiedzi „kontratakiem”, gdyby Estonia wykryła jednostkę rosyjskiego wywiadu wojskowego przekraczającą granicę.
Za możliwe punkty zapalne w tej narracji uznaje się m.in. Obwód Królewiecki oraz Białoruś. W przekazie cytowanym przez Ignatiusa pojawia się również zastrzeżenie, że jeśli państwa NATO zdecydowałyby się na przemieszczenie wojsk w pobliżu granicy z rosyjską eksklawą, Putin mógłby potraktować to jako pretekst do ataku. Autor pyta, kto miałby przerwać spiralę i skłonić strony do porozumienia pokojowego.
Ignatius wskazuje w tym kontekście Donalda Trumpa i dodaje, że na szczycie NATO w Ankarze świat ma się przekonać, czy USA potraktują to zadanie poważnie.
Materiał został przygotowany na podstawie źródła: Rosja zaatakuje Polskę?! Tusk oddał rakiety, a CIA ostrzega.
Zachęcamy również do odwiedzenia strony głównej źródła: wPolityce.pl.

